Kolejna smutna rocznica…

Podczas działań II wojny światowej na zachodzie Polska Marynarka Wojenna straciła siedem okrętów. Pierwszym z nich był ORP „Grom”, bliźniacza jednostka dzisiejszego okrętu muzeum ORP „Błyskawica”. „Grom” został zatopiony w norweskich fiordach w wyniku ataku lotniczego

W okresie 20-lecia międzywojennego w dowództwie polskiej floty dominowała koncepcja budowy dużych jednostek oceanicznych. Potencjalnego wroga upatrywano bowiem w Rosji Radzieckiej stąd też potrzebowano okrętów mogących operować na jej szlakach oceanicznych dostaw. W ramach tzw. drugiego planu rozbudowy floty (pierwszy był całkowicie nierealny) m.in. w stoczniach angielskich zamówiono dwa duże niszczyciele i ścigacze torpedowe. Dwie pierwsze jednostki zdążono odebrać i wcielić w skład Polskiej Marynarki Wojennej, zaś ścigacze odebrano już podczas działań wojennych.

11 maja 1937 roku uroczycie podniesiono banderę na ORP „Grom”. W tamtym czasie okręt nie miał sobie równych na Bałtyku w swojej klasie. Zdjęcia z jego prób morskich, gdy płynął z prędkością ok. 40 węzłów (przeszło 70 km/h), stały się wizytówką stoczni White’a w Cowes.

16 maja 1937 roku ORP „Grom” po raz pierwszy zawinął do Gdyni z miejsca wzbudzając podziw i zainteresowanie wśród mieszkańców. Niedługo potem zaczął się proces szkolenia i nieustannych ćwiczeń przerywany jedynie na wizyty kurtuazyjne składane m.in. w Kopenhadze i Tallinie. W historii okrętu należy odnotować również mało chlubne wydarzenie, jakim było uszkodzenie „Groma” na początku 1939 roku – przez niefrasobliwą służbę oficerów wachtowych okręt wszedł na mieliznę uszkadzając śruby i wał jednej z nich.

Wobec zajęcia przez Niemców Kłajpedy i gróźb kierowanych wobec Polski „Grom” znajdował się w stanie nieustannego pogotowia bojowego. Wtedy też realnego kształtu nabrał plan Pekin, który zakładał przejście trzech jednostek dywizjonu OORP „Grom”, „Błyskawica” i „Burza” na wody Wielkiej Brytanii celem podjęcia walki u boku Royal Navy. 30 sierpnia jednostki opuściły więc wody Bałtyku, a już 6 września „Grom” wziął udział w swym pierwszym patrolu bojowym w rejonie Szkocji. Wtedy też dało o sobie znać złe wyważenie jednostki – podczas silnych sztormów okręt notował prawie 50 stopniowe przechyły. Podczas jednego z nich fala zmyła jednego z marynarzy za burtę – bosman Władysław Kalinowski stał się więc pierwszą wojenną ofiarą z „Groma”. Po powrocie do portu zapadła decyzja o odciążeniu „Groma” i „Błyskawicy”, co wydatnie poprawiło stateczność obu jednostek.

Po opuszczeniu stoczni „Grom” powrócił do służby konwojowej. W 1940 roku – polskie niszczyciele zostały skierowane na norweskie wody, gdzie brały udział w eskorcie konwoju HN 24, a następnie w osłonie uszkodzonego ciężkiego krążownika HMS „Suffolk”.

19 kwietnia 1940 roku polskie okręty kierowano w rejon Narwiku – dotarły tam jedynie OORP „Grom” i „Błyskawica”, gdyż „Burza” musiała powrócić do Anglii celem naprawienia uszkodzeń powstałych podczas silnego sztormu. Przed pozostałymi okrętami postawiono zadanie atakowania wykrytych stanowisk nieprzyjaciela i uniemożliwienie mu umocnienia się na swych pozycjach. 2 maja „Błyskawica” została uszkodzona w potyczce z niemieckimi działami kal. 88 mm i musiała udać się na drobny remont do Skjelfordu. „Grom” po przyjęciu na pokład dowódcy dywizjonu kmdr por. Stanisława Hryniewieckiego z kolei udał się na patrol w rejonie, Rombakken. Miała to być jego ostatnia wyprawa.

3 maja w godzinach porannych, podczas patrolu w głębi fiordu, „Grom” został zaatakowany przez dobrze zamaskowane działa kal. 88 mm, którym udało się uszkodzić maszynownię niszczyciela. W odpowiedzi „Grom” wystrzelił przeszło 500 pocisków artylerii głównej niszcząc nieprzyjacielskie stanowiska. Niedługo potem wraz z brytyjskim pancernikiem wziął udział w ostrzeliwaniu kolejnych niemieckich umocnień.

W niektórych opracowaniach historycznych możemy natrafić na niepokojąca notatkę, mówiącą o ostrzelaniu przez polski okręt niemieckiego szpitala, który według informacji wywiadu był w rzeczywistości składnicą uzbrojenia i amunicji, jednakże wobec braku dokładniejszych informacji na ten temat brak jest możliwość pełnej weryfikacji tego zdarzenia. Faktem jest, że również 3 maja, dla uczczenia polskiego święta ostrzelano i zniszczono niemiecką flagę ze swastyką stojącą na jednej z gór Narwiku.

Poranek 4 maja 1940 zastał „Groma” u wejścia do fiordu wraz z trzema jednostkami brytyjskimi. Okręty szykowały się do ponownego ostrzału niemieckich stanowisk, gdy na niebie dostrzeżono dwa nieprzyjacielskie samoloty, a chwilę potem wysoko nad nimi jeszcze jeden. Początkowo wydawało się, że Niemcy zaatakują okręty brytyjskie. Nikt nie spodziewał się, że trzeci samolot, który znajdował się na pułapie przeszło 5 tys. metrów przeprowadzi skuteczny atak. Stało się jednak inaczej – samolot zrzucił wiązkę sześciu bomb, z których dwie trafiły wolno poruszającego się „Groma”.
Trzeba przyznać, że był to niezwykły atak – jeden z nielicznych udanych osiągniętych z tak wysokiego pułapu. Do dziś pozostaje kwestią dyskusyjną, dlaczego dowódca okrętu komandor porucznik Aleksander Hulewicz tak późno nakazał zwiększenie prędkości i ogłosił alarm bojowy. Nierozstrzygniętą również kwestią jest samo miejsce, w które uderzyły bomby – przez szereg lat uważano, że ugodziły one w aparaty torpedowe polskiego okrętu, a te, będąc załadowane, doprowadziły do potężnej eksplozji, która przełamała okręt na pół. Ostatnie badania wraku (trzeba tu również zaznaczyć, że wrak ORP „Grom” do dziś spoczywa w wodach norweskiego fiordu i nie został wydobyty i pocięty na złom jak podawali kiedyś polscy maryniści) wskazują jednak, iż same aparaty nie zostały uszkodzone. Jaka była, zatem bezpośrednia przyczyna zatonięcia? Może wykażą to kolejne badania wraku.

W wyniku zatonięcia okrętu śmierć poniosło 59 marynarzy, głownie starszych podoficerów, którzy zostali uwięzieni w mesie. Na szczególne wyróżnienie zasługuje postawa II mechanika, porucznika Aleksego Krąkowskiego, jedynego poległego oficera, który nie bacząc na grożące niebezpieczeństwo pozostał w maszynowni nie dopuszczając do wybuchu kotłów okrętowych. Pośmiertnie awansowano go do stopnia kapitana marynarki.

Tymczasem do blisko 130 znajdujących się w wodzie polskich rozbitków Niemcy otworzyli ogień z karabinów maszynowych. Kres temu położyły jednostki brytyjskie, które pośpieszyły na pomoc i osłoniły polaków swymi burtami. Niezwykłym wydarzeniem, które szczególnie utkwiło w pamięci Polakom były dźwięki polskiego hymnu, jakim zostali powitani wchodząc na pokład brytyjskiego pancernika HMS „Resolution”. Dziś działania ORP „Grom” w walkach Narwiku upamiętnia również tablica pamiątkowa w tym mieście.

Published
Views 170

Zaloguj się

Najbliższe mecze